12 kwietnia, 2016

Prolog

 Ludzie powiadają, że sny są odzwierciedleniem naszych myśli i najgłębszych pragnień. Inni twierdzą, że to zwiastuny nadchodzącej przyszłości. Ciężko było nie zgodzić się z którąkolwiek z teorii, więc po części wierzyłam w obie. Dla mnie stanowiły zwiastun. Bardzo męczący zwiastun. Przychodziły takie noce, po których godzinami dochodziłam do siebie, analizując, bo było prawdą, a co fikcją. Czasem traciłam poczucie rzeczywistości na rzecz nieprawdziwych obrazów, które mieszały mi w głowie. Coraz trudniej radziłam sobie z ustalaniem faktów. W końcu doszłam do wniosku, że jeśli to nie ustanie, zupełnie oszaleję.
            O moim problemie powiedziałam jedynie Marsy, najlepszej koleżance ze szkoły. Wspierała mnie, ale co ona mogła o tym wiedzieć? To nie ją każdej nocy dręczyły te same sny. Wizerunki tajemniczej kobiety i przerażającego mężczyzny o atramentowych oczach oraz ich nagie ciała złączone w jedno. Każdej nocy odczuwałam to, co owa piękna nieznajoma. Dzieliłam jej obawy, miłość i gniew, a za dnia przed oczami stawał mi wizerunek wysokiej, ciemnowłosej wojowniczki o zaciekłym spojrzeniu. Kim była? Dlaczego wciąż mi się pojawiała? W jej oczach było coś irracjonalnie znajomego. Tylko one mogły sugerować, że może gdzieś już się spotkałyśmy. Cała reszta była zupełnie obca.
            Kolejny sen przeraził mnie w równym stopniu, co pozostałe. Znów scaliłyśmy się w jedność. Tym razem w pobliżu nie czaił się ten człowiek o mrocznym spojrzeniu, z którym spędzałam czas. Zamiast niego dookoła przebywało kilkanaście innych osób. Byli to wojownicy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Wszyscy siedzieliśmy przy długim stole z ciemnego, grubo ciosanego drewna. Na samym środku leżały porozrzucane papiery, a pod nimi mapa. Użyłam wszelkich sił, jakie posiadałam, by na nią spojrzeć. Z początku nie potrafiłam rozpoznać kształtu zaznaczonego terenu. Przez chwilę myślałam, że to jakaś fikcyjna kraina, lecz obraz zaczął się uwyraźniać. Tuż pod moim nosem leżała mapa średniowiecznej Francji. Były na niej umieszczone jakieś punkty orientacyjne, ale nie miałam pojęcia, co oznaczały. Dlaczego wyobraźnia przeniosła mnie właśnie tutaj?
            — Pandoro — odezwał się mężczyzna siedzący naprzeciw. — Skup się, potrzebujemy cię – dodał, spoglądając na mnie, a na jego twarzy gościł pochmurny wyraz.
            — Jestem skupiona. — Usta automatycznie się otworzyły i z gardła wydobyło się parę słów. — O świcie grupa zwiadowców opuściła Bordeaux. — O czym ja mówiłam?
            — To mnie właśnie martwi — mruknął wojownik.
Kiedy nie musiałam niczego mówić, spoglądałam na pozostałych. Nosili specyficzne ubrania. Nie były to zbroje, więc raczej nie należeli do czyichś strażników. Przypominały lekkie szaty, które miały ułatwiać walkę wręcz i nie krępować ruchów podczas uników czy biegu. Były w jasnym kolorze i idealnie otulały sylwetkę. Każdy z ludzi siedzących przy stole miał wyszyty na piersi emblemat w kształcie słońca z sześcioma promieniami. Kim oni byli? Może asasynami? Który mógł być obecnie rok? Próbowałam ustalić więcej faktów, mimo wszystko będąc wdzięczną za tyle szczegółów. Przed chwilą powiedziałam coś o jakiś zwiadowcach. A co, jeśli ci ludzie szykowali zamach? Albo próbowali mu zapobiec?
            — Kierują się w stronę Niort, by stamtąd popłynąć rzeką do Paryża — odezwał się inny mężczyzna. Był młodszy od poprzedniego. Jego lewą brew przecinała głęboka blizna, która zahaczała o powiekę. Nadawała mu złowieszczy wyraz. Po jego słowach ścisnęło mnie w żołądku. Nie znałam przyczyny, lecz odczułam przeogromny strach, jakby coś zagrażało mojemu życiu lub kogoś mi bliskiego. Czy byłam zdrajczynią, bojąc się o życie wrogów?
            — Nie są tacy głupi — znów się odezwałam, zakładając nogę na nogę. — Powinniśmy zastawić na nich pułapkę w Liboume. Nie będą się tego spodziewać. — Podskórnie czułam, że kłamałam. Kobieta, w której tkwiłam, chciała, by uciekinierzy mogli bez szwanku się stąd oddalić. Dlaczego to zrobiła? Kim była ta cała Pandora, która prześladowała mnie każdej nocy?
            — Masz rację — przytaknął starszy z rozmówców. Chciałam się odezwać, coś powiedzieć, by tego nie robili. Że to tylko blef. Mimo szczerych chęci i prób, moje usta pozostały zamknięte. Mimowolnie się uśmiechnęłam i skinęłam głową. Oni całkowicie mi ufali i wierzyli, że robię to, co słuszne. Ogarnął mnie gniew, ale i bezsilność. Zaczęłam rozglądać się dookoła, w razie gdyby ktoś jednak dostrzegł kłamstwo. Zamiast na porozumiewawcze spojrzenia, natrafiłam na jeden z listów leżących tuż obok mojej prawej ręki. Widniała na nim data 1632. Przynajmniej dowiedziałam się, w którym roku utknęłam. Na chwilę zapomniałam o zdradzieckim usposobieniu Pandory i spróbowałam przypomnieć sobie jakieś historyczne fakty, które mogłam gdzieś wyczytać. Na tronie zasiadał Ludwik XIII, król sterowany przez matkę i kardynała Richelieu. Nic szczególnego nie zapadło mi w pamięć.  Królowi zostało jeszcze jedenaście lat życia, więc tajemnicza organizacja raczej nie planowała zamachu, który miałby stać się skutecznym. O co mogło im chodzić?
            Kiedy wróciłam do rozglądania się po pomieszczeniu, gdzieś nade mną rozległo się dzwonienie. Miałam wrażenie, jakby tuż obok wisiał ogromny dzwon z Notre Dame. Wszyscy towarzysze spojrzeli na mnie nieco przerażeni i na kilka chwil oniemieli. Próbowałam ignorować dźwięk, ale hałas z każdą chwilą stawał się coraz głośniejszy. Najstarszy z mężczyzn krzyknął coś z drugiego końca stołu i jakby zaczął się oddalać. Ten drugi, z blizną, uderzył pięściami w wypolerowany blat.
            — Pandoro! — ryknął, a na jego groźnej twarzy pojawił się strach. — Wróć do nas! — dodał ciszej. — Pandoro... — Głos rozmazywał się w kakofonii przeróżnych dźwięków. Towarzysze zaczęli falować, a ich sylwetki zmieniały kształt. Spróbowałam przetrzeć oczy, lecz bezskutecznie. Chciałam im powiedzieć, że wciąż tam byłam, ale gardło mi się ścisnęło i zaczęłam się dusić, jakby ktoś zaciskał mi pętlę na szyi. Błądziłam wzrokiem, błagając o pomoc, ta jednak nie nadeszła.
            Zacisnęłam powieki najmocniej jak tylko mogłam i kiedy znów je otworzyłam, ujrzałam rozgniewane oblicze matki. Położyła sobie dłonie na biodrach i z niesmakiem spoglądała na budzik.
            — Zasypianie na zajęcia nie sprawi, że szybciej ukończysz szkołę — mruknęła i spojrzała karcąco. — Jesteś taka sama jak twój ojciec. — Na czole pojawiły jej się trzy zmarszczki.
            — Ja nie zamierzam mieć dziecka w jego wieku — odburknęłam, wyłączając irytujący alarm i podnosząc się z ciepłego łóżka.
            — Żadne z nas nie zamierzało — warknęła matka. Odniosłam wrażenie, że za chwilę z jej oczu zaczną ciskać pioruny. — Ale się stało. Ja przynajmniej się staram. Haruję jak wół, byś miała lepiej ode mnie, a ty, zamiast być mi wdzięczną, chcesz to wszystko zaprzepaścić. Masz już piętnaście lat... — No to po mnie.
Rodzicielka zaczęła krążyć po pokoju z chmurnym wyrazem twarzy. Gestykulowała rękoma, jakby wygłaszała  mowę wagi państwowej. Nigdy nie dałam jej powodu, by sądziła, że nie czuję względem niej wdzięczności. Jak zawsze dramatyzowała, bo prawie zaspałam do szkoły.
— Twój tatuś przestał mi płacić alimenty — dodała, patrząc oskarżycielsko, jakby to była moja wina. — Powinnaś do niego zadzwonić.
            — Zmienił numer — odparłam najspokojniej jak potrafiłam i sięgnęłam po szczotkę do włosów.
            — Cudownie — skwitowała i oparła się o brzeg łóżka, nie zamierzając zostawić mnie choć na chwilę samą. On chyba myśli, że wywinie się od odpowiedzialności. Dzieci to chciał płodzić, ale płacić nie ma komu.
            — Mamo, proszę — szepnęłam błagalnym tonem. — Będzie dobrze. — Odłożyłam szczotkę na biurko i delikatnie ją przytuliłam. Kobieta na chwilę odwzajemniła mój uścisk, lecz zaraz wrócił jej destrukcyjny nastrój.
            — Nie zamierzam tak tego zostawić — warknęła i w końcu wyszła z mojego pokoju.
            Kiedy dojechałam do szkoły i wysiadłam z autobusu przed samym budynkiem, niemal od razu dostrzegłam Marsy. Machała do mnie z samego końca deptaku. Ruszyłam w jej stronę szybkim krokiem, ignorując innych uczniów. Nigdy nie należałam do popularnych osób i się nimi nie interesowałam. Chciałam tylko ukończyć liceum, a potem dążyć do zdobycia jak najlepszego wykształcenia i doświadczenia, by nie mieć takich problemów jak rodzice. Mama stała się zgorzkniałą kobietą przed czterdziestką, a z ojcem nie miałam kontaktu od czterech lat. Zapamiętam go jako człowieka o bardzo specyficznym spojrzeniu na świat. Poza tym zawsze wolał zabawę od obowiązków. Nie winiłam go za to. Czułam jedynie żal, że moja rodzina nigdy nie była kompletna.
            Marsy znałam od trzech lat. Byłyśmy blisko, ale nie na tyle, bym mogła stwierdzić, że nasza przyjaźń będzie tą na całe życie. Na to jeszcze przyjdzie czas.
            — Co tak długo? — mruknęła, patrząc na mnie z wyrzutem. W odpowiedzi wzruszyłam jedynie ramionami i podążyłam za nią do szkoły. — Znów miałaś te sny? — szepnęła.
Skinęłam potakująco.
— Masz podkrążone oczy — dodała, jakbym zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy. — Chcesz przed lekcją iść do łazienki i je zapudrować?
            — Jest dobrze jak jest — odparłam. Pomyślałam, że chce po prostu porozmawiać, a ja nie miałam zamiaru opowiadać jej o dzisiejszej nocy i przechodzić przez to wszystko jeszcze raz. Czułam się wyjątkowo zmęczona i bez tego. Chodźmy już na historię.
            Zajęłyśmy nasze miejsca w sali i potulnie czekałyśmy na nauczycielkę. Sekundy wydawały się być wiecznością. Zanim przyszła, zdążyłam już nawet opracować ewentualny przebieg rozmowy z mamą, kiedy wróci z pracy. Myślami byłam zupełnie gdzie indziej, lecz wtedy do sali wkroczyła pani Fitz z plikiem papierów pod pachą. W drugiej ręce trzymała kubek z parującą kawą. W tamtej chwili oddałabym wszystko za kilka łyków. 
            Podczas lekcji byłam nad wyraz skupiona. Uwielbiałam historię i mojego entuzjazmu nie ostudził nawet zazwyczaj nielubiany przez uczniów temat wojny secesyjnej. Nauczycielka prowadziła zajęcia w ciekawy sposób, więc chłonęłam każde jej słowo. Kiedy pani Fitz skończyła wykład i pozwoliła udać się na przerwę, niepewnym krokiem podeszłam do jej biurka. Nie zamierzałam odpuścić. Musiałam dowiedzieć się, co znaczyły te cholerne sny.
            — Przepraszam — odezwałam się cichym głosem, patrząc, jak kobieta pakuje swoje rzeczy do brunatnej teczki. — Mam do pani kilka pytań, jeśli to nie problem.
            — Oczywiście, Emmo, co cię trapi? — zapytała i usiadła za biurkiem. Jej szare, czujne oczy świdrowały mnie na wylot. — Chodzi ci o pracę domową?
            — Nie do końca. To jest coś, czym zajmuję się dla przyjemności — odparłam i nieco się rozluźniłam. — Chciałam spytać, czy wie coś pani na temat siedemnastowiecznej Francji i tajnych organizacji z tego okresu.
            — O jakie lata dokładnie chodzi?
            — Powiedzmy, że o trzydzieste, czterdzieste siedemnastego wieku — odparłam z nadzieją w głosie. Pani Fitz była pierwszą osobą, którą postanowiłam poprosić o pomoc. Jeśli nie ona, będę szukać dalej.
            — Nie jestem dobrze zaznajomiona z tym okresem. — Zamyśliła się. — Tym bardziej znajomość tajnych organizacji nigdy nie należała do zakresu moich kwalifikacji. — Po jej słowach posmutniałam na tyle, że od razu to dostrzegła. — Ale postaram się poszukać czegoś w moich materiałach albo popytać o to kilku znajomych, dobrze?
            — Oczywiście, dziękuję — odparłam błyskawicznie, posyłając jej uśmiech pełen nadziei. Potem wyszłam z klasy i udałam się w stronę sali, w której zwykle miałam geometrię.
            Musiałam zdobyć chociaż szczątkowe informacje. Chciałam być przygotowana na to, co ujrzę.

            A miałam ujrzeć jeszcze wiele.

10 komentarzy:

  1. "Pamiętam go jako człowieka o bardzo o specyficznym spojrzeniu na świat."
    zbędne "o"

    Wpadłam tutaj w sumie przez przypadek, ale prolog mnie wciągnął, więc chyba zostanę.
    Przeczuwam, że pan o atramentowych oczach może mieć coś wspólnego z planem Pandory. Jestem ciekawa jak potoczy się dalsza fabuła, czy Emma będzie się "jednoczyć" z Pandorą tylko w śnie, czy może w jakiś sposób dostanie się do tamtych czasów? Chyba, że Pandora jest jakimś wcześniejszym wcieleniem Emmy, wtedy raczej opcja poznania jej poza snem odpada.
    Tak czy siak, możesz uznać, że masz nową czytelniczkę :)
    PS Też byłam na japonistyce i doskonale podzielam Twoje zdanie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo dziękuję za wytknięcie tego "o", musiałam nie zauważyć :/. Cieszę się, że prolog Cię zainteresował :). Na dniach, jak wrócę do domu, pewnie dodam rozdział pierwszy. A z tą japonistyką...Czasu nie cofnę, ale niekiedy mam wrażenie, że trochę zmarnowałam czas :/.

      Usuń
  2. "analizując, bo było prawdą, a co fikcją." - co było prawdą.

    Strasznie podoba mi się ten prolog. Choć osobiście wolę prologi krótkie, bo łatwiej przebrnąć przez nie, kiedy nie zna się historii i nie jest pewnym, czy chce się ją poznać. Ale Twój ma w zasadzie objętość idealną, dobrze wprowadza w klimat i zaznajamia czytelnika z treścią opowiadania.
    Pierwsze sny głównej bohaterki wydawały mi się dość mroczne, zamglone, wręcz psychodeliczne. Kolejne nabierały większego sensu. Świetnie oddałaś klimat istoty, która utknęła we własnym śnie, usiłowała coś zrobić, a niemożność ją frustrowała na tyle, że postanowiła się tym zająć w prawdziwym życiu. Genialny motyw, strasznie mi się spodobał.
    Rozzłościł mnie dialog matki z córką, mnie się wydaje, że to prędzej matka jest niewdzięczna, rozgoryczona i wyrzuca swoje żale na niewinne dziecko, wyżywa się za brak odpowiedzialności ojca. Dziecko z rozbitej rodziny prawie zawsze stoi między młotem, a kowadłem. Ciężko jest postawić się przeciw któremukolwiek z rodziców, nawet jeśli odszedł, nie płaci i nie odzywa się. Ojciec mimo wszystko to zawsze ojciec. Tak jak i matka. Nie powinni do swoich kłótni i szarpanin mieszać dzieci. Ale dorośli nierzadko są od dzieci gorsi.
    Nic no. Wkrótce wezmę się za kolejny rozdział, bo jestem mocno zaintrygowana. Mam tylko małą prośbę. Czy mogłabyś wyjustować tekst w postach? :3
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że Prolog Cię zainteresował :). Dziś wracam do domu, to również skończę Twoje opowiadanie. Co do justowania, to mam mieszane uczucia. Na początku justowałam tekst i wyglądał strasznie dziwie, więc zmieniłam na taki ;/. No nie wiem, zastanowię się jeszcze nad tym :).

      Usuń
    2. Moim zdaniem wygląda o niebo lepiej i profesjonalniej. ;)

      Usuń
  3. Od początku miło się czyta i myślę, że zajrzę do kolejnych rozdziałów :) Nie ma ogromnie długich zdań, wszystko jest opisane bardzo realistycznie i czytając ten rozdział, czułam się jakbym w nim była (szczególnie gdy opisywałaś jej sen).
    Wygląd bloga jest cudowny :D Od razu lepiej się czyta, gdy wszystko ładnie wygląda.
    Pomysł z tajemniczymi snami jest bardzo fajny, ciekawe jak to się rozwinie i czego główna bohaterka się dowie. Już zabieram się za dalsze czytanie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Niezmiernie się cieszę, że masz takie pozytywne wrażenia! :) Mam nadzieje, iż kolejne rozdziały rownież przypadną do gustu :)).

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak głupi szukałem odnośnika do komentarzy, kiedy podstrona już je wyświetliła...
    W każdym razie, już wczoraj w nocy otworzyłem sobie stronę z prologiem i nawet miałem zamiar przeczytać, ale padłem. Migrena mnie pokonała... Dzisiaj, choć też doskwiera, postanowiłem zacząć chociaż z początkiem i muszę powiedzieć... WOW.

    Na ogół nie czytam tego typu opowiadań. Nie kręcą mnie zamierzchłe czasy ani wojny, ani psychodeliki (tak, nawiązuję do tego obrazka, który mami mój umysł i sprawia, że mam ochotę zwrócić śniadanie... - bez spiny).
    Podoba mi się sposób w jaki poprowadziłaś narrację. Przypomina mi to trochę sposób w jaki kiedyś chciałem napisać swoich "Wrogów Niebios", tylko że wygląda to lepiej. Jakby dwie postacie zostały wszczepione w jedno ciało. Jak Wanda w ciele Melanie w "Intruzie".
    Przyznam, że zaciekawiło mnie czemu Pandora gra dwulicowo. Wydaje się, że jest jakimś najemnikiem-zwiadowcą tych, którym stara się pomagać - przynajmniej tyle zdradziła Emma ze swoich "pierwszych wrażeń". Szczerze mówiąc, to pomysł jakiego nie spotkałem jeszcze, ale który gdzieś tam był mi znany z innych źródeł, jak np. wspomniany "Intruz" lub denny "Sucker Punch", gdzie dziewczyna zapadając w letarg przenosi się do alternatywnego świata, w którym jest wojownikiem. Tu jest to połączone i, o ironio, pasuje do siebie wyśmienicie. Jestem naprawdę pod wrażeniem dopracowania pomysłu.

    Gdzieniegdzie pojawiło się kilka literówek, blogger podkreślił ci też na biało źle wklejony tekst i na końcu - między ostatnimi akapitami zrobiła ci się pauza.

    Niemniej, na pewno jeszcze tu wpadnę, bo na razie nie mogę zebrać myśli... Głowa mnie napiernicza i nie mogę się już dłużej skupiać. wybacz, ale pozostawię ten komentarz w takim nieładzie, a kiedyś jeszcze naprostuję wszystko, co chciałem przekazać :D

    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję bardzo za ponowne odwiedziny :). Współczuję Ci tych migren, moja mama ma to samo i zawsze jest nie do życia...
    Pisząc to opowiadanie, nawet nie pomyślałam o "Intruzie", ale w sumie podobnie to wygląda. A z tym bloggerem, to naprawdę nie wiem, co się odwaliło xD. Próbowałam to wiele razy poprawiać, ale nie wyszło... Blogger mnie pokonał ;<.

    OdpowiedzUsuń